Kryzys sztuki

 Początkowo chciałem doprecyzować temat poniższego wpisu, odnosząc go do sztuk plastycznych. Myślę jednak, że problem jest szerszy. Rozważałem również zastosowanie jakiejś formy czasu przyszłego: “kryzys nadchodzi”, “kryzys tuż za rogiem”, ale przecież to już się zaczęło. Być może potrwa jeszcze chwilę, zanim zaczniemy w pełni odczuwać skutki przemian, ale możemy już zaobserwować pierwsze symptomy.

Ominę tu palące kwestie takie jak “Co jest sztuką?” czy “Czym jest sztuka”, zostawiając je na inną (obszerniejszą) wypowiedź.

Nadchodzi czas, w którym jako konsument wytworów artystycznych będziemy stawać przed wyborem: czy chcemy produkt doskonały, dopracowany, spersonalizowany według naszych oczekiwań, a do tego tańszy, czy taki “z duszą”, pełen niedociągnięć - stworzony przez człowieka.

Naszym przewodnikiem w drodze przez kryzys niech będzie malarstwo. Dawniej czerpiące korzyści z funkcji (prawdopodobnie głównie) użytkowej. Artyści-rzemieślnicy uwieczniali postaci, znane miejsca, piękne krajobrazy i z oczywistych względów był na to popyt. Wynalezienie fotografii, a dalej filmu, zadało potężny cios przemysłowi malarskiemu. Plastycy poszli w sztukę (jeśli można tak powiedzieć) wyższą. Obraz musiał przekazywać treści implicytnie, formą lub treścią poruszać widza. W innym razie - co nam po nim. 

Później pojawiła się grafika komputerowa. Podobnie jak malarstwo, wytwarzać może obrazy nierzeczywiste, inne niż fotografia, choć mogła na niej bazować. Granicę naszej twórczości wyznaczała tylko nasza wyobraźnia. Program graficzny stanowił jednak po prostu inne narzędzie. Zamiast wiedzy o płótnach, farbach i sprawności w operowaniu pędzlem, grafik potrzebował innego rodzaju wiedzy i zdolności, choć w wielu obszarach (kompozycja, kolor) tożsamych z teorią malarstwa. 

Rozwój technologii jest jednak nieubłagany. Sztuczna inteligencja produkuje już grafiki, filmy, piosenki, teksty itd. Rzeźba przegrywa konkurencję z drukiem 3D. Krótko mówiąc, trudno obecnie pomyśleć o dziedzinie artystycznej, której nie dotyka rozwój technologii. Czy mamy się na to obrazić? Czy neoluddyzm może wygrać? Jestem przekonany, że nie. W historii rozwoju cywilizacji, nie licząc krótkotrwałych ruchów reakcjonistycznych, ludzkość zawsze postępowała pragmatycznie. 

Czy kryzys oznacza koniec? 


Rozważania o załamaniu, zmianach, upadku czy rewolucji nie są obce artystom i teoretykom sztuki. Wszak mimo rockandrollowej rewolucji muzyka klasyczna wciąż jest wykonywana. Mimo kina przetrwały teatry, planszówki mimo gier komputerowych, a na bulwarach wciąż da się spotkać akwarelowych portrecistów. 

Ale zmiany nadchodzą. Rewolucyjne zmiany. Ponieważ produkcja sztuki staje się jeszcze łatwiejsza, wielu artystów straci pracę. Spodziewam się, że wiatr zmian najszybciej i najmocniej uderzy w kulturę popularną; wszędzie tam, gdzie sztampa i schematyczność najlepiej przekładają się na zarobki. SI nie dokona przełomu w muzyce na miarę Beatlesów ani nie napisze Ulissesa Joyce’a, nie mając uprzednio adekwatnego wzorca. Bardzo szybko bez pracy zostaną jednak autorzy scenariuszy do słabych filmów, pisarze nie aspirującej prozy. Czy istnieje jeszcze zawód copywritera?? Sztuka, jako rynek, stanie się znacznie mniej pojemna. O wiele trudniej będzie być tym małym, niezauważonym. Myślę za to, że na gwiazdy pop zapotrzebowanie będzie istniało dalej. Choćby i śpiewały piosenki skomponowane przez komputer. Co z setkami pisarzy-debiutantów, i tak zalewających już rynek dziełami swoich żyć? Co stanie na drodze chciwym wydawcom w przyjmowaniu do redakcji powieści wygenerowanych w pięć minut na podstawie pomysłu wymyślonego wieczór wcześniej przy szklaneczce whisky? 

Dla samej sztuki to może i dobrze. Jeśli faktycznie jest nam w życiu potrzebna - powinno być o nią łatwiej. Dostaniemy produkty bardziej dopasowane do naszych oczekiwań. Nie będziemy musieli przebijać się przez dziesiątki książek, by dotrzeć do tej ulubionej. Nasuwa się jednak pytanie: czy z ograniczeniem zapotrzebowania na profesjonalnych artystów, sztuka będzie się jeszcze rozwijać? Z drugiej strony, może w drugiej połowie XXI wieku wszyscy będziemy artystami? Zamiast - poniekąd z obowiązku - poświęcać na każdym wakacyjnym wyjeździe te kilka godzin obcowania ze sztuką daleką nam, obcą, wszyscy będziemy uczestniczyć w ogólnocywilizacyjnym dyskursie artystycznym?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Mój debiut literacki

Pierwsza recenzja mojej książki